Czytelnicy bloga i znajomi, z którymi my, twórcy monodramu, rozmawiamy o jego bohaterach dzielą się na dwie grupy. Jedni są zdziwieni, że takie dokumenty się zachowały. Drudzy wzruszają ramionami, jakby to było normalne, że papiery sprzed stu lat spokojniutko leża i czekają na publikację. Pomyślałem więc, że pokażę jak różnie z dokumentami bywa i zaprezentuję dwa paszporty – Antoleńka i Karolki vel Skręcipitki.

Paszport Antoleńka, choć ciągle w używaniu, w podróży, na wygnaniu, który już tu prezentowałem, zachował się w niemal idealnym stanie.

Inaczej rzecz się ma z paszportem Karolki – Skręcipitki. Druga strona jest niemal nie do odczytania, więc daruję czytelnikom jej wygląd. Ale pierwsza… nawet zdjęcie nie zachowało się w takim stanie, by można było podziwiać urodę jego właścicielki. Wiemy jednak, że to Adamska Karolina Władysławowna, a dokument wydano w lutym 1910 roku i ważny był do roku 1913, czyli w tym roku minęło sto lat, jak utracił swoją ważność. Pewnie w wielu domach podobne dokumenty wylądowały w śmieciach, ale nie u „Pierdzimączki” hołubiącej wszystkie pamiątki związane z czasami, kiedy była żoną Antoleńka.