Wczoraj w roli Antoleńka wystąpiłem na scenie Muzeum Niepodległości. To niesamowite, jak gorąco i emocjonalnie jest ten spektakl odbierany w Warszawie. Do Muzeum przyszli ludzie, którzy byli na premierze. Chcieli zobaczyć spektakl pół roku później, bo jak mówili wzruszył ich i zostawił w nich jakiś ślad. Poza Warszawą „Listy” nie budzą aż takich emocji. Być może wpływ na to ma warszawskość treści i samej postaci Antoleńka. W każdym razie…. po wczorajszym spektaklu, kiedy to w hallu można było obejrzeć pamiątki związane z Antoleńkiem widzowie rozmawiali dość długo z naszą trójką. W listach i esemesach napisali m.in.: „Pan Zacharjasz Muszyński ekspresyjny, na naszych oczach przeobraził się z filuternego kuracjusza w schorowanego, doświadczonego przez los człowieka. Gratulacje. I dziękuję. Kawałek historii i ludzkich losów.” Albo: „Zobaczyłem człowieka żywcem z tamtej epoki.” Ponieważ wielokrotnie wszyscy troje słyszeliśmy, że spektakl przenosi w czasie i to jest jego atut, dlatego zapraszam na krótką przechadzkę po wczorajszej podróży w rok 1913… Wyjątkowo inna jest scenografia, gdyż w Muzeum Niepodległości centralnym punktem sceny jest fortepian. Ponieważ jednak fortepian pojawia się w tekście, więc… został użyty jako rekwizyt.

I na koniec „obrazki z wystawy”:

W czterech gablotach zamknięte życie człowieka