Jak już pisałem, podobno w swoim czasie w Skręcipitkce podkochiwał się słynny warszawski cukiernik włoskiego pochodzenia – Jan Jakub Lardelii. To u niego w cukierni pracowała Antoleńka siostra Mańcia, która potem, jak to się mówi, „przeszła na swoje”, czyli prowadziła własną cukiernię. W jednym z listów Antoleniek opisuje, że tam do sanatorium dostał pudełko ciastek od Mańci.

Wystaw sobie, Karolciu, jakie miałem zdarzenie wczoraj: w pokoiku moim na stoliku stoi pudełko z ciastkami od Mańci – idąc na kolację wieczorem chciałem sobie wziąć kilka ciastek do herbaty, wsadzam rękę do pudełka, a z niego wyskakuje mysz, wpada mi w rękaw, po rękawie za koszulę, biega mi po całym ciele, nareszcie udało mi się ją schwycić na piersiach przez ubranie, no i ścisnąłem ją zaraz na śmierć. Koszula była cała zakrwawiona mysią krwią. Musiałem się przebierać – całe to zajście było bardzo nieprzyjemne. 

Tak wyglądało wnętrze cukierni Lardellego.

A tak wyglądał sam Lardelli, którego fotografia znalazła się w rodzinnych pamiątkach po Antoleńku i Skręcipitce…