teatralny.pl – 26-11-2014

Pociąg do przeszłości

Listy do Skręcipitki - oficjalne zdjęcieTrzeba przyznać, że przełożenie listów sprzed stu lat na tekst nadający się do wystawienia na współczesnej scenie to niełatwa sztuka. Język ewoluuje, słowa zmieniają znaczenia, a nawet brzmią inaczej. Trudności nie przeraziły autorki scenariusza Małgorzaty Piekarskiej i reżyserki Małgorzaty Szyszki. Spektakl Listy do Skręcipitki został zrealizowany trochę pod prąd, na przekór obowiązującym trendom.

„Ludzie listy piszą” – śpiewali niegdyś Skaldowie w swoim wielkim hicie Medytacje wiejskiego listonosza. Dziś tekst Leszka A. Moczulskiego dość mocno się zdezaktualizował: klasyczna korespondencja należy do rzadkości, a listonosz swoje medytacje sprowadza do rachowania dzieci, których dorobił się z cudzymi żonami. Żart żartem, ale rzeczywistość nie pozostawia złudzeń: nowoczesna technologia brutalnie rozprawiła się z pozycją słowa pisanego. Zdegradowała nasze uczucia do emotikonów i skrótowego kc. Gdzie w tym wszystkich jest prawdziwa miłość?

Twórcy Listów do Skręcipitki odnaleźli ją w listach. Żeby było ciekawiej: listach z rodzinnego archiwum autorki scenariusza, dziennikarki Małgorzaty Karoliny Piekarskiej. Najpierw pojawił się pomysł na walentynkowy artykuł, później chęć przeniesienia historii pradziadków na scenę. Piekarska – aby pozostać w kręgu powiązań rodzinnych – zaproponowała swemu mężowi rolę ojca swojego dziadka. Gdy plan wszedł już w fazę projektową, do współpracy zaprosiła reżyserkę Małgorzatę Szyszkę i tak powstał monodram Zacharjasza Muszyńskiego, oparty na autentycznej korespondencji wysyłanej w latach 1913-1918 zza Uralu przez Antoniego Adamskiego do żony.

Cofnijmy się zatem w czasie do Warszawy sprzed I wojny światowej. On to zafascynowany literaturą pracownik kolei, ona – Leokadia Karolina z Przybytkowskich, malarka-kopistka, uczennica Wojciecha Gersona. Chory na gruźlicę Antoni wyjeżdża pociągiem do Szafranowa, miejscowości uzdrowiskowej w Baszkirii, aby podreperować zdrowie w tamtejszym sanatorium. Na obczyźnie zastaje go wojna, potem rewolucja październikowa. Od swojego wyjazdu regularnie wysyła (początkowo z podróży, później z urlopu, wreszcie z przymusowego wygnania) listy do ukochanej, którą pieszczotliwie nazywa w nich m.in Skręcipitką. Wesoły ton, pełne zabawnych anegdot szczegółowe opisy kuracyjnej nudy stanowią dokument minionej epoki, pozbawiony dydaktycznego historyzmu, a jednak z historią w tle.

Muszyński po wyjściu na scenę siada na stosie walizek, zakłada okulary i zaczyna opowiadać o sprawach zwykłych i codziennych. Ze szczegółami opisuje najpierw podróż, potem pobyt w sanatorium; skarży się na nudę, zachwyca górskimi kwiatami. W pełni wybrzmiewają emocje przelane na papier sto lat temu. Monolog Muszyńskiego z czasem zaczyna składać się z samych wątpliwości, staje się dręczącym pytaniem o możliwość powrotu narratora do kraju i żony. Niektóre wypowiedzi zachowują kształt listu: rozpoczynają się od bezpośredniego zwrotu do adresatki, kończą sformułowaniem „Twój Antek”. Wszystkie fragmenty składają się jednak na spójną historię. Jej rekonstrukcję dookreśla dokumentalny film, który został wyświetlony po spektaklu. Ten film angażuje w opowieść o wiele bardziej od samego przedstawienia, ale wynika to raczej ze specyfiki filmowej narracji aniżeli z błędów inscenizacyjnych.

Listy do Skręcipitki zabierają widza w podróż do świata fizycznie już nieistniejącego. Pozostały po nim wspomnienia ówcześnie żyjących ludzi i przedmioty-rekwizyty. Stare walizki, turecki dywan, zabawkowa kolejka na baterie, którą z mroku wydobywa snop światła. Ta kolejka, będąca symbolem czasów minionych, w połączeniu z muzyką sprzed wojny niejako ustawia nostalgiczny sposób odbioru Listów do Skręcipitki. Aby jak najwierniej oddać realia epoki, twórcy skupiają się na detalach: niektóre rekwizyty są autentyczne (np. książeczka czy okulary), inne (jak np. trzyczęściowy garnitur, uszyty według wzoru z 1913 roku) stylizowane na takie sprzed stu lat. Scenografia, chociaż oszczędna, dobrze koresponduje z formą monodramu. Tęsknota, którą przepojone są zdania, i melancholijny efekt swoistego zawieszenia między było a jest tworzą niezwykły nastrój, będący obok interesującej interpretacji najmocniejszym punktem inscenizacji.

Listy do Skręcipitki to jeden ośmiu spektakli finałowych prezentowanych w Teatrze Rozrywki w ramach 5. edycji Obserwatorium Artystycznego Entree. Projekt skierowany do artystów niezależnych ma charakter konkursu; w trzecim etapie Jury wybiera zwycięzcę, który w nagrodę otrzymuje możliwość wyprodukowania nowego przedstawienia. Nie pokuszę się o ocenę monodramu Muszyńskiego na tle dotychczasowych prezentacji – nikt nie lubi spoilerów (nawet tych prognozujących), przed nami kolejni finaliści, a werdykt i tak należy do jurorów. Z opiniami porównującymi poczekajmy na oficjalne wyniki.

Spektakl Małgorzaty Szyszki to historia o miłości, ale bez lukru. Ani razu nie padają słowa „kocham cię”, a mimo to widz czuje, że Antoleniek musiał kochać swoją żonę i córkę. Ojczyznę też kochał i to z kolei słychać w każdym zdaniu padającym z ust aktora. Mimochodem ciągle wspomina o Warszawie, śpiewa „Płynie Wisła, płynie”, wymyśla kolejarzowi, który miał czelność krytykować polską mowę. Patriotyzm zwykłego człowieka, nie pisarza czy poety wypełnionego wzniosłymi ideałami walki o wolność. Półprywatny ogląd historii to ogromna wartość tego przedstawienia.

Świat mknie do przodu. Rozpędzonego pociągu nie da się zatrzymać. Historia zostaje daleko w tyle. Pociąg pędzi coraz szybciej. Widoki za oknem rozmazują się i znikają w przyśpieszonym tempie – taką cenę płacimy za niemożność powrotu do przeszłości. Korzystajmy więc w pełni z uroków podróży. Kogo przeszłość pociąga – niech wsiada do pociągu i posłucha opowieści zapisanej w Listach do Skręcipitki.

Magdalena Tarnowska

26 listopada 2014

źródło:


http://teatralny.pl/recenzje/pociag-do-przeszlosci,807.html