Miesięcznik STOLICA 6-7/2013



 - To był człowiek mądry, inteligentny, miał głębsze potrzeby, był wrażliwy. Dzięki tej wrażliwości nie tylko pięknie opisał Rosję, ale i Warszawę, Saską Kępę, Wisłę. Teraz już nikt tak o swoim mieście nie pisze. Warszawa była dla niego całym światem – o bohaterze „Listów do Skręcipitki” opowiadają twórcy monodramu – scenarzystka Małgorzata Karolina Piekarska, reżyserka Małgorzata Szyszka i aktor Zacharjasz Muszyński.

Z twórcami monodramu „Listy do Skręcipitki” – scenarzystką MAŁGORZATĄ KAROLINĄ PIEKARSKĄ, reżyserką MAŁGORZATĄ SZYSZKĄ i aktorem ZACHARJASZEM MUSZYŃSKIM – rozmawia Anna Kalinowska

 

Anna Kalinowska: Kim byli bohaterowie monodramu – Antoleniek i Skręcipitka?

Małgorzata Karolina Piekarska: – Antoni Adamski to mój pradziadek, urzędnik kolejowy, urodzony we wsi Mokotowo w 1884 r. Zakochał się w dziewczynie znanej mu od dzieciństwa. Nazywała się Leokadia Karolina Przybytkowska, mieszkała we wsi Saska Kępa, która zresztą była wówczas wyspą. Antoni nazywał czule ukochaną „Skręcipitka”, ale też „Przekotuchną”, „Pierdzimączką” i „Salcesonem Ewangelickim”. Jak wynika z listów tej pary, Antoleniek przypływał do niej z Solca łódką dłubanką. Pobrali się około 1903 r. w kościele św. Trójcy na Solcu, katolickim, aczkolwiek ona była ewangeliczką. Chociaż Karolina to drugie imię mojej prababci, wszyscy mówili do niej „Karolciu”. W 1905 r. przyszło na świat ich jedyne dziecko, córka Janina, moja babcia. Antoleniek dosyć szybko zapadł na zdrowiu, wykryto u niego gruźlicę. W 1913 r. pierwszy raz pojechał do sanatorium w Szafranowie za Uralem. Dlaczego tam – nie wiem, być może było słynne. Potem był tam jeszcze raz. W czasie obu pobytów pisał do żony listy, na podstawie których powstał nasz monodram.

Skąd wziął się ten pomysł?

MKP: – Kiedyś na walentynki napisałam do „Mieszkańca” artykuł o miłości Antoleńka i Karolki. Cytowałam niektóre listy, również z czasów, kiedy byli jeszcze narzeczeństwem, np. „Myślisz, że ja nie wiem, czemu ty nie chciałaś, żebym cię brał na kolana? Wiem i ty wiesz.” To niesamowite, że ludzie tak wtedy z sobą rozmawiali. Kiedy pisałam ten artykuł, Zacharjasz wpadł na pomysł stworzenia monodramu. Napisał wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i przyznano mu stypendium artystyczne. To miłe – bo choć w modzie jest wszystko, co nowoczesne, to tym razem coś tak staroświeckiego też znalazło zrozumienie. Pewnie dlatego, że miłość jest ponadczasowa.

To o czym pisał Antoni?

Małgorzata Szyszka: – Pisał o wyjazdach do sanatorium w Szafranowie, o uczuciach do Karolki, tęsknocie za córką, Polską, Wisłą, Warszawą, widokiem Żydówki z rybami na Saskiej Kępie. Z listów wynika, że pierwszy pobyt w Szafranowie, bardzo mu się podobał. Podobali mu się Tatarzy, wsie tatarskie, górskie krajobrazy, towarzystwo polsko-rosyjskie. Traktował to wszystko jak rodzaj egzotycznej przygody. Wtedy chyba jeszcze nie myślał o sobie jako o osobie chorej. W listach z drugiego pobytu w sanatorium Antoni koncentrował się już na chorobie. Wtedy to właśnie lekarz wykrył u niego katar płuc.

MKP: – Potem wybucha wojna i rewolucja październikowa, on nie mógł wrócić. To jest naprawdę dramatyczne – strach przed umieraniem poza ojczyzną. A trzeba pamiętać, że kiedy Antoleniek wyjeżdżał, tej ojczyzny nie było. W listach widać, że choć mój pradziadek uczęszczał do szkoły, w której nie można było mówić po polsku, był bardzo oczytany. Mam jego notesy, w których pisał poezje i notował polskie wiersze będące wówczas na indeksie. Myślę, że dla niego wiadomość, iż Polska powstała, a on nie może jej zobaczyć, była tragedią, której my nie jesteśmy w stanie pojąć.

MSZ: – Antoni dbał też o patriotyczne wychowanie córki, prosił żonę, by kupiła jej „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza albo „Historię Polski w dwudziestu czterech obrazkach” Kazimierza Góralczyka. On był patriotą w każdym calu, to nie była poza. W jego listach jest też taki patriotyzm lokalny, momentami dla nas zabawny, ale przez to sympatyczny, ludzki. Stwierdzał np., że Wołga wielka rzeka, ale Wisła niewiele mniejsza.

Zacharjasz Muszyński: – Pisał bardzo pięknym, poetyckim językiem. To sprawia mi trochę trudności – budowanie emocji poprzez język tamtych czasów. Ale staram się. Antoleniek miał duże poczucie humoru, które jest mi bliskie. Z jego listów wynika np. to, że ktoś, kto przyjeżdża do Rosji z zachodu, jest postrzegany jako osoba bogata, z lepszego świata. Tak jest do dzisiaj. Widzimy, że przez sto lat nic się nie zmieniło.

MSZ: – To był człowiek mądry, inteligentny, miał głębsze potrzeby, był wrażliwy. Dzięki tej wrażliwości nie tylko pięknie opisał Rosję, ale i Warszawę, Saską Kępę, Wisłę. Teraz już nikt tak o swoim mieście nie pisze. Warszawa była dla niego całym światem.

ZM: – Widoczny w listach luz to tylko taka poza. Tęsknota, miłość do Karolci, do Janki… To były jego prawdziwe uczucia. Zabawy, imprezy, tańce stanowiły tylko ulotne chwile.

MKP: – Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, o której nic nie ma w spektaklu. Przez cztery lata Antoleniek i Karolka nie mieli z sobą kontaktu – jego listy nie dochodziły do domu. Karolcia najwyraźniej myślała, że jest wdową. Wówczas to zakochał się w niej Leonid Piasecki, junkier roty kijowskiej. Mamy listy, które pisał do mojej prababci łamanym polsko-ukraińsko-rosyjskim językiem. Nie zapomni moja złota Karolciu, jegdech daleko est Twui Lenia, który zawche pamienta o Tiebe i bende pamentat do samegogroba, potem Modlse za mnie, ja modleche za Tiebe Bug nam pomoje. Podejrzewam, że on zginął, bo nic więcej po nim nie zostało. Zresztą w życiu Antoleńka też pojawiła się jakaś kobieta…

MSZ: – Mamy za mało danych, by umieścić to w spektaklu, bo założyliśmy, że nie kłamiemy. Scenariusz będzie oparty na faktach opisanych w listach, nie będziemy dopisywać nowych wątków ani domyślać się tego, co mogło się wydarzyć. Materiału jest wystarczająco dużo, by przedstawić tę historię tak, jak została nam przekazana. Wartość tych listów jest ogromna. Nie znam spektaklu teatralnego, który opisywałby początek XX wieku w taki sposób. O tym okresie wiemy wszak niewiele, druga wojna światowa jest nam bliższa.

MKP: – O pierwszej wojnie też jest w listach mowa, ale nie ma opisów działań wojennych.

ZM: – Pojawia się także inny temat – Polacy a rewolucja sowiecka.

MSZ: – Na lekcjach historii nie mówi się o tym, że wtedy w Rosji przebywali Polacy, którym wybuch rewolucji październikowej uniemożliwił powrót do ojczyzny. Antoni pisze, że nawet jeśli uda mu się dostać zgodę, tj. uwolnić się z kolei, i wyjechać, to najprawdopodobniej nie dotrze do kraju, czyli był świadomy tego, że może zginąć gdzieś po drodze. W tej dramatycznej części korespondencji widać też, jak przekazywano sobie informacje o tym, gdzie kto jest, kto wyjechał, kto nie dojechał, kto umarł. Pobyt w Rosji łączył Polaków w jedną rodzinę. W którym roku udało się Antoniemu wrócić do Polski?

MKP: – Około 1919 r., ale dokładnie nie wiadomo. Umarł w 1922 r., Karolina została młodą wdową i nigdy więcej nie wyszła za mąż. Może miała wyrzuty sumienia z powodu tego Leonida, w którym się chyba trochę podkochiwała…

Premiera spektaklu „Listy do Skręcipitki” odbyła się podczas Święta Saskiej Kępy. Gdzie teraz będzie można go zobaczyć?

ZM: – Między innymi w teatrze Scena Lubelska koło Dworca Wschodniego, ale już dostaliśmy zaproszenia do innych miast.

MKP: – W jednym z listów Antoni opisuje drogę, którą będzie wracał do domu z Dworca Terespolskiego znajdującego się w miejscu obecnego Dworca Wschodniego. Oni wtedy mieszkali niedaleko stąd, w drewnianym domu przy Walecznych 37, ale ta ziemia, gdzie jest nasz obecny dom – przy Dąbrówki 4 – też do nich należała. Ten dom wybudowała w 1938 r. wdowa po Antoleńku, czyli tytułowa „Skręcipitka”. Z teatru Scena Lubelska do domu Zacharjasz chodzi trasą, którą wracał z dworca Antoleniek. On w ogóle cały czas koło nas krąży. Kiedy szukaliśmy zegarka do przedstawienia, znaleźliśmy taki z pociągiem i opisem „zegarek dla kolejarza”, a przecież mój pradziadek był kolejarzem. Przyjaciółka kupiła nam do spektaklu zabytkową walizkę z literą „A”. Wszystko to przypadek. Czuję, jakby Antoleniek i Karolka byli wciąż blisko nas i cieszyli się, że ich historia nie umiera.

„Listy do Skręcipitki”
Anna Kalinowska
Stolica nr 6-7/2013