Obiecywałem, że jeszcze napiszę, co w czasie wojny działo się ze Skręcipitką. Ale to także losy pozostałej rodziny Antoleńka i Skręcipitki. Antoleńkowa siostra Maria wyszła za Węgierkiewicza. To ta Mańcia, która podarowała mu pudełko ciastek, gdy jechał do sanatorium. Chodzi o to pudełko, z którego wyskoczyła… mysz. Przed wojną Mańcia prowadziła cukiernię na Boduena. Oto kolejny fragment wspomnień wnuka Skręcipitki:

„(…) Następnego dnia (Trwa jeszcze obrona Warszawy we wrześniu 1939 roku. – Przyp. ZM.) rozpoczęły się naloty od rana. Samoloty niemieckie nadlatywały falami, co kilkanaście minut. Huk eksplodujących bomb mieszał się ze szczekaniem zenitówek. Ojciec z samego rana wyszedł na miasto. My z mamą schodziliśmy ciągle do piwnic. Dziadkowie przenieśli się dwa piętra wyżej, do państwa Wydrzyckich, a babcia Karolcia poszła do siostry dziadka, a naszej ciotki, Marii Węgierkiewiczowej, na Boduena, gdzie ciotka prowadziła cukiernię w dawnym lokalu Lardellego.”

Co z Geniem? Który pierwszy od Janki miał Historię Polski w 24 obrazkach? I który wiedział, jaki naprawdę jest tytuł książki Sienkiewicza o przygodach Stasia i Nel?  Co z domem, i który Skręcipitka wybudowała w 1938 roku, a w 1939 kończyła?

„Zaszliśmy też do rodziny mamy na Saską Kępę. (Opisana historia dotyczy okresu tuż po kapitulacji – przyp. ZM.) Cioteczny brat mamy, wuj Genek Chodkowski, już wrócił. Walczył, jako porucznik w obronie Grochowa. W dniu kapitulacji schował mundur, nie poszedł do niewoli. Na niemieckie wezwania do rejestracji oficerów nie zgłaszał się. Kilkudziesięcioletni drewniany domek prababci, Anny Przybytkowskiej, był cały. Natomiast w narożnik domu babci Karolci uderzyła bomba.”

Chodzi o ten dom, w którym teraz mieszkam.
W innym fragmencie jest szerzej o obu chłopakach – Heniu i Geniu…

„Kiedyś z mamą odwiedziliśmy jej ciotecznych braci na Saskiej Kępie, wujów Genka i Henryka Chodkowskich. Mama, starsza parę lat, mówiła zawsze o nich z dumą: „Fajne chłopaki” (mieli wówczas dwadzieścia sześć i dwadzieścia osiem lat). Wujowie mieszkali na parterze. Gdy tylko weszliśmy, wuj Henryk  z  dumą  zademonstrował nam swój „wynalazek”. W pokoju nad garażem wujowie przebili w podłodze otwór, zakrywając go klapą maskowaną podłogową klepką i dywanikiem. „Jak Niemcy do drzwi wejściowych — mówił — to my przez klapę do garażu i chodu.” Ta klapa w podłodze kilkakrotnie uratowała im życie.
Obydwaj wujowie bardzo mi imponowali. U wuja Genka w szafie wisiała szabla. Był on bowiem oficerem. W 1939 roku obydwaj walczyli. Wuj Heniek gdzieś na północnym wschodzie, a wuj Genek w Warszawie, na Zaciszu, bronił Grochowa w 80 pułku piechoty. Wuj Henryk wrócił dopiero w październiku. Wuj Genek zaraz po kapitulacji przyszedł do domu, mundur powiesił w szafie obok szabli, która w tej wojnie okazała się nieprzydatna. Szabla ta zawsze mnie zachwycała. Miała dedykację. Wuj Henryk bowiem pracował przed wojną w fabryce szabel Borowskiego. Wykonywał na szablach rysunki i napisy. Gdy wuj Genek otrzymał promocję oficerską, brat sprezentował mu tę szablę. Miała na prawym płazie przy zastawie wytrawiony medalion z Matką Boską, dalej orła i napis: „Honor i Ojczyzna”, na lewym płazie przy zastawie — syrenę, a dalej napis: „ppor. Eugeniuszowi Chodkowskiemu brat Henryk.” (W latach 90-tych, po śmierci obu „chłopaków”, dorosły już wówczas wnuczek Skręcipitki otrzymał na własność szablę, która fascynowała go od dzieciństwa. – Przyp. ZM.)

Obydwaj wujowie zajmowali się sportem. Wuj Henryk był namiętnym wioślarzem, toteż gdy tylko zaczęła się okupacja i powstały kłopoty z zaopatrzeniem w żywność, zbudował mały sportowy kajak i pływał nim Wisłą aż do Kozienic (Z Kozienic pochodził jego ojciec, malarz Wacław Chodkowski. – Przyp. ZM.), szmuglując jedzenie dla całej rodziny. Płaską sportową łajbą doskonale omijał nocą niemieckie wodne strefy. Groźna Wisła była bezpieczniejsza niż polskie drogi i ulice Warszawy.

Co z druga siostrą Antoleńka, Henryką, zwaną Heńką? Tą, która wyszła za Janka Orlickiego?

„Na drugi dzień babcia Karolcia pojechała na Saską Kępę do ciotek. Wróciła zapłakana. Tego samego dnia, co u nas tam też była blokada. Gestapo otoczyło willę kuzynki babci, Marii Karpowiczowej, która wynajęła mieszkanie jakimś młodym lokatorom, państwu Tyszkom. Gdy żandarmi obstawili dom i weszli przez furtkę, z okien willi posypały się na nich strzały i granaty. Kilka godzin oblegali willę. Wszyscy obrońcy zginęli. Okazało się, że w willi pracowała tajna drukarnia. Czy ciotka o tym wiedziała? Podczas najścia gestapo nie było jej w domu. Gdy wróciła, zabrano ją na Szucha. Od tej pory ślad po niej zaginął.
W Warszawie wrzało. Wokół obrony drukarni na ulicy Lipskiej 26 na Saskiej Kępie powstawały całe legendy. Opowiadano, że wśród obrońców drukarni znajdowała się kobieta z maleńkim dzieckiem na ręku. Miała strzelać do ostatniego naboju, który zachowała dla siebie.
10 lutego w ruinach getta rozstrzelano ciotkę Henrykę Orlicką, a 11 lutego ciotkę Wandę Poniatowską. Obie te wiadomości uzyskała ciotka Halina Czekańska w dwa dni po śmierci ciotek. W domu zapanowała żałoba.”

Antoni Adamski z siostrami Henryką i Marią

Na zdjęciu z początku XX wieku Antoleniek z siostrami: Henryka (rozstrzelana w ruinach getta) z lewej i Mańcia (od pudełka z ciastkami) z prawej

Co dalej z ukochanymi Antoleńka? O tym wkrótce. w końcu zbliża się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego… Co wtedy robiły?

C.D.N.